Pomysł na biznes artystyczny – Galeria pod Strzechą

Po czterech latach działań czas na małe podsumowanie. Opisałam tu, jak narodził się i dojrzewał mój pomysł na biznes artystyczny, jakim jest Galeria pod Strzechą.

Zrób sobie herbaty albo kawy, bo historia jest dość długa (chociaż to tylko jej okruchy, ułożone jak kolorowe fragmenty mozaiki).

Mam nadzieje, że Cię zainspiruję.

Urodziny Galerii pod Dtrzechą

Kiedy w mojej głowie narodził się pomysł na biznes artystyczny?

Beata OIeksiewicz twórca marki Galeria pod Strzechą i jej pierwszy pomysł na biznes artystyczny torebka ze sznurka

To właściwie jeszcze nie był pomysł na biznes artystyczny, ale początek zmian w moim życiu zawodowym. Był grudzień 2022 roku. Pewna osoba zapytała mnie, co chciałabym robić w życiu. Odpowiedziałam, że mogłabym właściwie robić wszystko, na przykład szyć torebki i sprzedawać je po 20 złotych… Usłyszałam, że mam uszyć torebkę i sprzedać ją za 60 złotych w ciągu tygodnia. Uszyłam dwie sztuki i poszłam z nimi na koncert punkowy męża.

Sprzedałam obydwie… i wróciłam z zamówieniami na kolejne.

Jaki był mój następny krok?

Niedługo potem spotkałam koleżankę, która odnawiała stare meble, ale podobnie jak ja, nie potrafiła wycenić swojej pracy. Zaczęłyśmy rozmawiać… Wspólnie nakreśliłyśmy wizję galerii, w której miałyby znaleźć się jej meble i moje ręcznie robione poduszki i koszyczki ze sznurka.

Zaczęłam wtedy na poważnie uczyć się biznesu. Założyłam konto na Instagramie i zaprojektowałam logo marki. Koleżanka ostatecznie wybrała inną drogę zawodową, ale mnie szkoda było tych pomysłów.

Wtedy powstała Galeria pod Strzechą.

Skąd wziął się pomysł na tace z napisami w języku francuskim?

Chciałam, żeby Galeria została przestrzenią, w której spotkają się wszystkie moje talenty. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale jestem absolwentką filologii romańskiej. Przez lata nie wykorzystywałam jednak tego języka w moim życiu. Postanowiłam wpleść go jakoś do mojej działalności.

Dlatego zaczęłam tworzyć tace, na których umieszczałam inspirujące zdania zapisane w języku francuskim.

Pomysł na biznes artystyczny- taca z inspiracją w języku francuskim.

Nie wiedziałam, że to był dopiero początek przygody z językiem francuskim…

Wciąż uczyłam się biznesu, szukałam różnych szkoleń i warsztatów. Dzięki temu trafiłam do społeczności Boski Biznes. Na jednym ze spotkań moją tacę z inspiracjami dostrzegła Ewa Tyburczy, właścicielka szkoły językowej Invenzia. Zaczęło się od „boskiej kawy”, a skończyło tym, że zaczęłam uczyć francuskiego w szkole Ewy. Ta współpraca zaprowadziła mnie aż do Lourdes.

Dziś organizuję razem z Ewą wyprawy w Pireneje… ale to już zupełnie inna historia. Może kiedyś też ją opowiem…

Beata Oleksiewisz i Ewa Tyburczy na mszy św. w Lourdes.

Jak rozpoczęła się moja przygoda z ceramiką?

Beata Oleksiewicz i jej pomysł na biznes artystyczny

Wszystko zaczęło się od kolczyków. Od lat z wyjazdów wakacyjnych przywożę ręcznie wykonane kolczyki, tak, jak inni magnesy (to taki mój wakacyjny zwyczaj). Z wycieczki do Krakowa przyjechały ze mną kolczyki wykonane z gliny.

W domu zaczęłam im się dokładnie przyglądać. Zastanawiałam się, jak zostały wykonane, czy trzeba je wypalać, jaka temperatura jest do tego potrzebna…

Pomyślałam, że też chciałabym sobie takie zrobić. Wtedy moja koleżanka Wiola zaprosiła mnie na warsztaty ceramiczne.

Gdy tylko moje dłonie dotknęły gliny, „przepadłam”. Zrozumiałam, że już się z tą gliną nie rozstanę.

Chcesz wiedzieć, co ulepiłam jako pierwsze?

Na warsztatach najpierw ulepiłam filiżankę, ale potem wydarzyło się coś, co zapamiętam na zawsze… Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam stworzyć wazę. Miałam w pamięci obraz z rekolekcji ignacjańskich, że właśnie tak widzi mnie Pan Bóg.

Po raz pierwszy lepiłam naczynie z glinianych wałeczków. Instruktorka ostrzegła mnie, że nierówne ścianki mogą sprawić, że naczynie pęknie podczas wypału. Zapytałam: „Ale można będzie je posklejać?”. Od razu przypomniał mi się czas rekolekcji… ostatecznie waza nie pękła. Ozdobiłam ją kolorowymi kwadratami w czarnych ramkach.

Kolejny pomysł na biznes artystyczny w Galerii pod Strzechą - ceramika

To naczynie jest dziś dla mnie symbolem Bożego prowadzenia. Chociaż oferowano mi za nią spore kwoty, to jedyny przedmiot w moje pracowni, który nie jest na sprzedaż.

W pracowni ceramicznej najważniejszy jest piec…

Kiedy planowałam moją przygodę z gliną, wiedziałam, że największym problemem może być zakup pieca ceramicznego. Dowiedziałam się, że ktoś chce sprzedać używany piec. Długo myślałam, że to nie jest odpowiedni moment, ale w końcu zadzwoniłam. Gdy usłyszałam cenę, poczułam, jak „krew odpływa mi z głowy”. Cena mieściła się w moim budżecie. Razem z piecem dostałam też całe wyposażenie pracowni. W tym samym czasie planowałam stopniowe ograniczanie wymiaru godzin w szkole, jednak redukcja etatu nastąpiła wcześniej, niż zakładałam.

Zamiast rozpaczać, zaczęłam prowadzić warsztaty ceramiczne. W lutym minęło półtora roku prowadzenia przeze mnie warsztatów w Chabrowym Studio.

W ceramice najbardziej cieszy mnie…

Fascynuje mnie radość towarzysząca rodzeniu się coraz to nowych pomysłów i eksperymenty twórcze. Gdy naczynie opuszcza piec, pozwalam mu iść dalej. Posiadanie ceramiki już mnie za bardzo nie interesuje. Paradoksalnie, oprócz kolorowej wazy, o której wspomniałam, nie mam w domu własnoręcznie wykonanych naczyń. Kawę piję z kubka podarowanego przez koleżankę.

Dla mnie ważny jest sam akt tworzenia, a nie posiadanie.

Pisanie ikon to kolejna ważna część mojej twórczości.

Ikony nigdy mi się nie podobały, Jezus wydawał mi się „stary malutki”. Wszystko zmieniło się pewnego zimowego dnia, gdy na widok przeczytanego ogłoszenia o warsztatach pisania ikon… zaczęłam płakać. Pomyślałam, że bardzo chcę tam być. To nie było łatwe. Miałam czwórkę dzieci, myśląc o wyjeździe, czułam się jak „najgorsza matka i żona”. Wszystko to budziło we mnie dużo emocji.

W końcu odpuściłam, mówiąc: „Zostawiam Ci to, Panie Jezu”. Wtedy nastąpił przełom. Mąż powiedział, że zorganizuje opiekę nad dziećmi, a cała rodzina wsparła mój wyjazd.

Myślałam, że ten warsztat to będzie tylko krótka przygoda, tymczasem to był kolejny pomysł na biznes artystyczny.

Niedługo potem napisałam kilka kolejnych ikon, dla rodziców, teściów i przyjaciółki. Najbardziej zaskoczył mnie znajomy; poprosił, żebym napisała dla niego ikonę: „Matka Boża niosąca Ducha Świętego”, którą zawsze chciałam napisać. Jakiś czas potem moja ikona „Matka Boża Kazańska” trafiła na licytację w ramach akcji „Ikony dla Syrii”. Potem w moim sklepie pojawiły się kolejne zamówienia.

Zauważyłam też, że kiedy za bardzo się rozpędzam, Bóg przysyła mi kogoś, kto prosi o ikonę. Wtedy muszę się zatrzymać i wyciszyć.

Drugi pomysł na biznes artystyczny w Galerii pod Strzechą- pisanie ikon

Jaka realizacja sprawiła mi jak dotąd największą trudność?

Najtrudniejsza rzecz jest czasem najłatwiejsza. Dwukrotnie robiłam dzbanuszki na rekolekcje dla małżeństw organizowane przez Akademię Rozwoju Talentów. Wyzwanie było ogromne: jednorazowo 120 sztuk (ostatecznie było ich więcej). Każdą sztukę formowałam ręcznie, bez użycia koła. Podczas pracy pojawiały się różne przeszkody (dzbanuszki pękały, piec dwukrotnie się zepsuł, miałam problemy ze szkliwem, męczyła mnie monotonia pracy).
W pewnym momencie martwiłam się, że nie zdążę, jednak ostatecznie zrealizowałam zamówienie w terminie (i sama byłam zachwycona efektami).

Mam wrażenie, że przy dziełach Bożych trudności są rzeczą naturalną. Tutaj mocno tego doświadczyłam.

Czego ciągle się uczę w moim biznesie?

Jeśli miałabym wskazać obszar, który jest dla mnie wyzwaniem, jest to, najkrócej mówiąc „papierologia”. Na szczęście tu wspiera mnie moja mama, która jest księgową. Dzięki temu ja mogę spokojnie tworzyć. Nie ukrywam też, że zdarzało mi się wycofać z pewnych pomysłów. To uczy pokory. Podobnie jak proces wyceny prac. Wciąż uczę się też stawiać mój biznes na pierwszym miejscu, by spontaniczna chęć pomocy innym nie działa się kosztem rozwoju mojej pracowni.

Jakie są moje największe marzenia i plany?

Nie kalkuluję, które nowe działanie artystyczne się opłaca, tylko sprawdzam, co działa i co przynosi mi radość. Mogę to robić, ponieważ mam kilka różnych źródeł dochodu. Dlatego też zaczynam od marzeń. A są one naprawdę wielkie.

Chcę opanować technikę trwałego przenoszenia zdjęć i obrazów na glinę. Już niedługo zacznę się tego uczyć. Kolejna rzecz to własne koło garncarskie. Na mojej „mapie marzeń” jest zakup koła, a docelowo może nawet kilku. Jeżeli sama „to” poczuję, to może zaproszę kiedyś innych ludzi na warsztaty pracy z kołem. Fascynuje mnie technika pisania ikon na ceramice. Mam kilka pomysłów związanych z tworzeniem zewnętrznych kapliczek.

Mam też w sercu projekt 30 figurek dla kobiet, do którego inspiracją są różne kobiety z mojego otoczenia. Wykonałam już kilka figurek, jednak do sklepu kolekcja trafi dopiero wtedy, kiedy powstaną wszystkie.

Więcej szczegółów wkrótce…

Współpraca z innymi jest ważnym elementem mojej działalności…

Kolejny pomysł na biznes artystyczny w Galerii pod Strzechą- warsztaty ceramiczne

Nie byłabym tu, gdzie jestem, gdyby nie współpraca z innymi przedsiębiorcami. Buduję markę, opartą o trwałe, wieloletnie relacje z lokalnymi partnerami. Najważniejsi to: Zajazd Hasel w Leszczynie (miejsce tematycznych eventów ceramicznych z cudownym menu), Gandelinka Park Kędrzyno (agroturystyka, z której założycielami wspieramy się wzajemnie już od blisko 4 lat) i Chabrowe Studio w Gryficach (moja „przystań” warsztatowa w artystycznej kwiaciarni).

Współpracuję również z Biblioteką Publiczną w Kołobrzegu oraz lokalnymi Kołami Gospodyń Wiejskich. Niedługo moje środowisko będzie się powiększać. Zakładam lokalną grupę Duszpasterstwa Talent, ponieważ chcę łączyć rozwój biznesowy z duchowym.

Pomysł na biznes artystyczny -podsumowanie w kilku słowach.

Historia „Galerii pod Strzechą” to dowód na to, że kiedy zaufasz Bogu i swojej intuicji, Twoje pozornie niezwiązane ze sobą talenty układają się w piękną całość.

Dziś wiem, że mój pomysł na biznes artystyczny to nie tylko glina i warsztaty, ale spotkanie z drugim człowiekiem, a przede wszystkim ze Stwórcą.

jak wygląda Twój pomysł na biznes artystyczny?

8 thoughts on “Pomysł na biznes artystyczny – Galeria pod Strzechą”

  1. Brawo Kochana Wspaniała Twórcza Istoto! Podzielilas się tylko skromnie częścią swoich talentów 🙂 Po skromności. 😉 Co za ciekawe historie i drogi, jakimi idziesz ❤🤍💚 Dziękuję,że się podzielilas swoim kawałkiem życia i życzę Ci Spełnionych Marzeń 💐🥰

  2. Magdalena Rząsa

    Piękna historia i fascynująca podróż, która wciąż trwa.. Ogromu błogosławieństwa dla Ciebie i Twoich działań 😘😇📿♥️

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to Top